Relacja ze spotkania w Krakowie 10.01.2020 Jak generować rezultaty w życiu i biznesie - źródła motywacji na przykładzie wspinaczki po Koronę Ziemi. Szczepan Brzeski

Jan 21, 2020

 

Uwierzyć, zdobyć, przeżyć. Szczepan Brzeski w Krakowie o sukcesach górskich i biznesowych

Na co dzień wspiera doradczo projekty inwestycyjne, od święta – zdobywa szczyty Korony Ziemi. Szczepan Brzeski, założyciel Art of Finance i himalaista w piątek 10 stycznia zdradził nam w Krakowie sekrety swoich osiągnięć.

 

Studentem Akademii Ekonomicznej był dłużej, niż większość z nas, przez sześć lat. To dlatego, że już podczas nauki ostro puścił się w wir pracy zawodowej. Wdrażał programy dofinansowane z UE zanim to stało się modne. Pierwsi klienci, tradycyjnie nastawieni prezesi polskich spółek że coś takiego jak publiczne dofinansowanie biznesu jest w ogóle możliwe. 

Przygodę z wysokimi górami Szczepan Brzeski zaczynał o wiele ostrożniej. Nic dziwnego, jak wielokrotnie podkreśla, w interesach stracić można najwyżej pieniądze, w górach bardzo łatwo rozstać się z życiem. Poważnie o wyprawie na szczyt Mt Everest (8848 m n.p.m.) pomyślał dopiero, gdy z powodzeniem udało mu się wejść na niższe szczyty Korony Ziemi, m.in. północnoamerykański szczyt Denali (6195 m) i południowoamerykańską Aconcaguę (6961 m). 

Jak się zabrać za wspinaczkę? Podobnie jak za biznes. Dla Szczepana wysokie góry to nieprzebrane źródło anegdot ilustrujących różne etapy prowadzenia firmy.

Początek – tu i tu nie należy porywać się na wyzwania do których nie jesteśmy przygotowani. Jednymi z najbardziej ryzykujących to odnoszący błyskotliwe sukcesy biznesmeni, którzy złaknieni nowych wyzwań postanawiają ruszyć w wysokie góry. Ludzie, którzy tak jak Szczepan i jego towarzyszka najpierw miesiącami zbierają fundusze od siebie samych, sponsorów i portali crowdfundingowych a potem intensywnie trenują – są bez porównania bardziej gotowi na ekstremalne wyzwanie. Ale czekanie w nieskończoność to także zły scenariusz. Na Mt Everest idealny moment na wejście to ledwie kilkanaście dni w drugiej połowie maja – ani wcześniej ani później. Kto w biznesie przegapi moment tworzenia się rynku, braku lub słabości konkurencji, rynkowej stagnacji dającej szansę na wykreowanie niszy, ten również może mieć poważne problemy z odniesieniem sukcesu. 

Po drugie – niezależnie jak dobrze się przygotujemy – zawsze może wydarzyć się coś zupełnie nieprzewidzianego.  

W wyprawie Szczepana może to zilustrować przypadek z butlą tlenową. Himalaiści byli już 50 m w pionie pod szczytem, kiedy towarzyszący im Szerpa bez mrugnięcia okiem przyznał, że nie ma dla nich butli, która była zakontraktowana. Tej, która miała dodać im sił na ostatnim odcinku wspinaczki a potem zapewnić bezpieczne zejście. Przed samym szczytem wspinacze zdecydowali o odwrocie, nie chcąc narażać życia. Na takie wypadki, podobnie jak na lawiny, nagłe załamania pogody nie mamy bezpośredniego wpływu. Himalaiści giną jednak z reguły z powodu złego przygotowania, obrzęku płuc i mózgu, wylewu lub udaru spowodowanego złą reakcją na wysokość nad poziomem morza. Prawdopodobieństwo takich wydarzeń można zmniejszyć dobrym treningiem oraz wieloma wyprawami przygotowawczymi na inne niższe szczyty. 

Po trzecie – im wyżej, tym trudniej. Na wysokości 5000 m n.p.m. człowiek dysponuje tylko 50% swojej normalnej siły i wytrzymałości. Wszystko – chodzenie, rozstawianie namiotu, myślenie przychodzi trudniej. Na szczytach ośmiotysięczników dysponujemy tylko 1/3 naszych normalnych możliwości. To oczywiście uproszczenia, bo precyzyjnie wskazując chodzi o rozrzedzone powietrze i relatywnie mniejszy pozysk tlenu przez organizm ludzki. Nie narzekaj, że masz pod górę, jeśli zmierzasz na szczyt. Ale też nie zniechęcaj się, jeśli jest naprawdę trudno. Najlepszy polski himalaista, Jerzy Kukuczka, nie za dobrze znosił aklimatyzację. Ale kiedy jego organizm przeczekał słabość, był najsilniejszy.

Kolejna nauka – jak ogromnie ważna w zespole jest szczerość, zaufanie i dobra komunikacja. Jeśli badamy saturację krwi i jeden z uczestników wyprawy nie przyzna uczciwie, że ma o wiele mniej tlenu w żyłach niż inni, naraża nie tylko siebie. Podczas wyprawy może zasłabnąć i wtedy może pozostawić pozostałych członków zespołu przed tym trudnym wyborem: kontynuowaniem wyprawy lub pomocą jemu - choremu i np. eskortowaniem go w dół, w bezpieczne miejsce. 

Wreszcie – nie patrzmy na tych, którzy już zdobyli najwyższe szczyty jak na nadzwyczajnych ludzi. Wcale nie jest im łatwiej, wcale nie mają nadzwyczajnych możliwości. Motywacja?  Szczepan daje na to słowo zdobywcy Czomolungmy – wcale po wejściu na najwyższą górę świata człowiekowi nie zaczyna wszystko przychodzić łatwiej. Jeśli to, co robimy ma dla nas sens – to jest to bardzo dobra motywacja. Szukajmy więc celów, które dodają nam skrzydeł.

 

 


Other news

Nasza strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Szczegóły w polityce prywatności >>